Obecnie staram się nadrobić moje czytelnicze zaległości. Mam jeszcze miesiąc czasu, więc bardzo chciałabym przeczytać te pozycje, które odkładałam trochę dłużej. Jedną z takich książek jest niewątpliwie pozycja Jenny Colgan "Spotkajmy się w kawiarni". Próbowałam ją przeczytać daaaawno temu, ale chyba to nie był odpowiedni czas na tę książkę.
Wreszcie się udało. Zasiadłam do lektury i przeczytałam ją od deski do deski. Teraz, z perspektywy, myślę sobie, jak to czasem recenzje bywają subiektywne i krzywdzące. Z pewnością moja pierwsza lektura nie wygenerowałaby takich emocji, jakie czuję teraz. Dawniej irytowały mnie przepisy, których nie lubię w książkach. Obecnie, uważam, że to doskonały koncept w tej książce.
Okładka cukierkowa, absolutnie nie w moim guście. Fabuła też bardzo cukierkowa, ale ileż miałam przyjemności z czytania tych banałów. Naprawdę książka idealnie wpisała się w mój nastrój i w leniwe popołudnia, które ostatnio przytrafiały mi się dość często.
Główna bohaterka, Issy, zwolniona z pracy, postanawia otworzyć własny interes. Chce piec babeczki i otworzyć cukiernię. Zorganizować miejsce, w którym każdy będzie mógł się zatrzymać, wypić dobrą kawę i zjeść przepyszne ciastko. W dobie dzisiejszych zdrowych składników i diet dziewczyna nie ma łatwo, ponieważ używa do pieczenia produktów znanych wszystkim, ale niekoniecznie zdrowych.

Zostawię sobie chyba tę powieść na letnie, leniwe popołudnia i wieczory, kiedy - mam nadzieję - będę miała nieco więcej czasu :)
OdpowiedzUsuń