środa, 10 grudnia 2014

Po trochu

Tym razem kilka słów o książce, po którą sięgnęłam z ogromną dawką dystansu. Jest to pozycja Igi Adams "Smak miłości". Dlaczego tak bardzo się do niej dystansowałam? Otóż, nienawidzę historii Bridget Jones! To dla mnie tak infantylna i absolutnie niekobieca istota, do której nigdy nie pałałam sympatią. Postanowiłam jednak poznać bliżej jej charakter, w końcu swojego wroga należy poznać. 

Główna bohaterka - Weronika jest kobietą, w której życiu tworzy się dziwne napięcie. Chce posiadać mężczyznę! Chce wyjść za mąż, dlatego nieustannie poszukuje odpowiedniego kandydata, który zechce ją poślubić. Dziewczyna, zdaje się nie zwracać uwagi na uczucia, tym bardziej, że wszyscy wokół mówią jej, że miłość nie istnieje, że to przereklamowany produkt, że mężczyzna po prostu musi być, zgodnie z zasadą: nieważne jaki, byle był.

Tak prezentuje się cała oś fabuły. Mamy kobietę, która pragnie mieć swojego własnego, prywatnego mężczyznę-męża, ale obecnie ma (niedostępny w jej odczuciu) obiekt westchnień i ogromne ilości pecha, które powodują tak niebywałe żarty sytuacyjne, że aż czasem zastanawiałam się, skąd autorka czerpie te wszystkie pomysły? Mistrzostwem świata była historia, w której Weronika, spiesząc się do auta przyjaciela, który miał ją podwieźć, wsiadła z impetem do samochodu obcego człowieka, myląc dwa identyczne pojazdy. Cóż, polska Bridget Jones ma prawo wywijać i takie numery.

czwartek, 4 grudnia 2014

Zgubna niedokładność

Książka Marie Freyssac "Sceny z życia rosyjskich milionerów" to pozycja, która zapowiadała się naprawdę obiecująco. Zachęcał pierwszy rozdział, okładkowa recenzja i temat, który sam w sobie brzmi abstrakcyjnie i bardzo intrygująco.

Autorka opisuje w książce świat dostępny dla bogatych rosyjskich oligarchów. Opowiada o tym, że gdy spodoba im się pewien hotel w urokliwym miejscu, są w stanie wykupić piętro, by je urządzić po swojemu i do niego częściej wracać, opowiada o wymogach, jakie mają wobec swojego personelu, o rautach, na których bywają i o towarzystwie, w jakie próbują się wkupić. To książka pełna płytkiej wiedzy, ale nie można jej zarzucić, że nie jest barwną i pełną skrajności historią. Życie majętnych person w zestawieniu z codziennością, z którą autorka spotyka się na ulicy i w metrze bywa bardzo surrealistyczne.

Problem pojawił się w momencie, gdy przyszedł czas na zagłębienie się w treści. Autorka, choć ostrzegała, że to jest wyłącznie jej obserwacja, że książka nie jest rzetelnym reportażem, sprawiła, iż nie potrafiłam odnaleźć się w opisywanym przez nią świecie. Żadna z opisywanych przez nią kwestii nie została dopracowana, a ja, jako czytelnik, chyba właśnie takiej skrupulatności oczekiwałam. Miałam nadzieję, że zrozumiem świat rosyjskich oligarchów, że będzie on opisany i omówiony, że kontrast, jaki dostrzegę między przeciętnymi Rosjanami również zostanie jakoś usystematyzowany.

piątek, 28 listopada 2014

Dobry początek

Przyznam szczerze, że już dawno nie miałam do czynienia z powieścią sensacyjno-kryminalną. Być może dlatego odwlekałam czytanie książki Mariusza Zielke "Easylog". Wiedziałam jedno - chcę ją przeczytać, bo ponoć to bardzo intrygująca polska proza i obiecujący autor.

Pierwsze strony bardzo mnie zniechęciły. Czytam i czytam, a mam wrażenie, że brnę w jakąś przegadaną obyczajówkę. Nic się nie dzieje, główny bohater - Ben Stiller też jakiś taki niewyraźny, ale cieszę się bardzo, że dałam tej prozie szansę, bo mnie baardzo pozytywnie zaskoczyła. To zupełnie inna estetyka niż ta, do której przywykłam. Mam wrażenie, że zostałam wiedziona za nos przez autora, który ma niebywałą umiejętność budowania świata przedstawionego tylko po to, by w efekcie wszystko zniszczyć i udowodnić, że tak naprawdę jako czytelnik nie wiem nic.

Bardzo podobał mi się wątek Wallego, który wprowadził w akcję dodatkowe treści. Problemy, nad którymi głowią się wszyscy postępowi ludzie, związane ze sztuczną inteligencją i strachem, który się z nią kojarzy. Książka udowadnia nam, że postęp technologiczny może doprowadzić do wielu problemów, ale bywa również ułatwieniem. Istotą jest znalezienie granicy między tymi biegunami i właśnie ta kwestia bywa najtrudniejszą częścią egzystencji.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Niepocieszona

Czekałam z niecierpliwością na kolejną część losów bohaterów Malowniczego. Po pierwszej części Magdaleny Kordel "Malownicze. Wymarzony dom", nadeszła wreszcie wyczekiwana część druga "Malownicze. Wymarzony czas". Oczekiwań wobec tek książki miałam dość sporo. Miała być przyjemna i interesująca, dobrze napisana i wciągająca, z ogromnym poczuciem humoru i sporą dawką optymizmu. Jednym słowem taka, jak inne jej książki - doskonała!

Okazało się jednak, że ta druga część pomimo tego, iż była naprawdę sympatyczną lekturą zatraciła swój specyficzny magnetyzm, który miały pozostałe pozycje tej autorki. Bardzo przewidywalnej treści nie zakłócił nawet mężczyzna z bronią, co może świadczyć o tym, że fabuła była trochę pretensjonalna. Irytowały mnie bardzo liczne literówki, bo choć zdaję sobie sprawę, że każdy ma prawo popełniać błędy, to w momencie, gdy mamy do czynienia z wydaną już książką, która przeszła przez kontrolę autorki, korektę i przez sztab innych ludzi odpowiedzialnych za jej wydanie, oczekuję niemal hiperpoprawności. 

Jeśli chodzi o fabułę, to mamy w niej do czynienia z kontynuacją losów Madeleine i jej niespodziewanych gości. Dzieje się u niej wiele. Czasem dziwię się, jak w takim chaosie można odnaleźć siebie i zapanować nad codziennością? Opisane przez autorkę epizody do mnie nie trafiały. W nadmiarze detali zagubiłam tę przyjemną dla oka płynność w postaci uroczej narracji. W książce po prostu wiele się działo, wiele nieistotnych drobiazgów poznałam, zaś sporo tych przyjemnych detali nie miałam okazji zagłębić. Tym razem moja estetyka i odbiór książki okazały się absolutnie niekompatybilne z pomysłem autorki.

czwartek, 20 listopada 2014

Odważnie

Choć mam dostęp do wielu książek Diane Chamberlain, muszę przyznać, że sobie je dozuję. Niektóre fabuły wydają się być zupełnie nie dla mnie, ale "W słusznej sprawie" to książka, którą przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Przyznam szczerze, że po pierwszej lekturze miałam poczucie, iż to autorka, która porusza się bardziej po kryminalnej sferze życia. Myślałam, że ona pisze wyłącznie książki z przestępstwem w tle. No i nieźle się pomyliłam!

"W słusznej sprawie" porusza problem Programu Sterylizacji Eugenicznej, który w latach 1929-1975 istniał w Karolinie Północnej. To szczerze mną wstrząsnęło, bo nie miałam pojęcia o tej czarnej karcie historii. Dokładniej mówiąc, chodziło o to, że prawnie zezwalano na sterylizację osób, które były upośledzone, chorujące i przebywające w ośrodkach opieki. Być może, zastanawiając się głębiej, pomyślicie, że to nic strasznego. Mnie przeraża w takich programach jedna kwestia: kto decydował o tym, czy daną osobę należy zakwalifikować do tego projektu? Mam takie poczucie, że gdy chodzi o takie decyzje bardzo łatwo je zmanipulować. O tym właśnie jest książka Diane Chamberlain. 

Główna bohaterka, kobieta, która zaczyna pracę w opiece społecznej, pełna idealizmu i przekonana o chęci niesienia pomocy biednym, spotyka się z biurokracją, na którą nie ma zamiaru się godzić. Pomaga rodzinie, w której jedna dziewczyna jest już po zabiegu sterylizacji, zaś druga znajduje się na liście osób, które mają się do niego zakwalifikować. Bohaterki przedstawione przez autorkę nie są jednowymiarowe. Pokazują, jak trudno podjąć właściwą decyzję, by nie skrzywdzić człowieka.

piątek, 14 listopada 2014

Fabularna inność

Tym razem debiutowałam jako czytelniczka powieści grozy. Przyznam szczerze, że bardzo nie lubię strachu, ale z racji faktu, iż książkę napisała moja imienniczka - Olga Haber, postanowiłam, że spróbuję. Książka nosi tytuł "Oni" i muszę przyznać, że nie poczułam odrobiny strachu, zagłębiając się w fabułę, ale towarzyszyło mi mnóstwo innych emocji, tych naprawdę pozytywnych. 

Mam poczucie, że to bardzo przyjemna literatura obyczajowa. Owszem, posiada wątki nieco transcendentne, ale nie wywołały one w mojej wyobraźni przerażenia. Wydaje mi się, że w informacjach z kraju i ze świata, którymi bombardują nas codziennie media, jest dużo więcej zła i tych negatywnych emocji.

Żeby była jasność, dla mnie książka jest naprawdę przyjemna, nie potrzebowałam dodatkowej dawki adrenaliny, choć przyznam szczerze, że nie rozumiem za bardzo szaty graficznej. Dla mnie to sprawnie napisana, bardzo przyjemna powieść obyczajowa z elementami sensacji i fantastyki (choć ta ostatnia jest nieco naciągana). Co nie zmienia faktu, że tak naprawdę w powieściach obyczajowych nie spotykamy takich rozwiązań, jakie zastosowała autorka w tej prozie.

czwartek, 13 listopada 2014

Przemyślenia

Jacek Hugo-Bader to człowiek, którego książek nie miałam okazji poznać. Kojarzyły mi się z typowo męskim podejściem do tematu. Przyznam szczerze, że taka literatura to coś, czego skutecznie unikam, bo to nie moja estetyka, ale gdy usłyszałam o tym, że autor napisał książkę "Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak", to postanowiłam, że spróbuję.

Bardzo zależało mi na męskiej opinii. Na takim prawdziwym reportażu, który wytłumaczyłby mi, jak mogę ustosunkować się do tragedii, która miała miejsce w górach. Chciałam, żeby ktoś mi pomógł i odpowiedział na pytania, które mnie dręczyły. Bardzo chciałam zrozumieć tych mężczyzn i ich pasję.

Jacek Hugo-Bader ujął mnie tym, że pisał o wszystkim z perspektywy osoby niechcianej. Na tej wyprawie był najbardziej niepewnym ogniwem, nikt nie potrafił przewidzieć, ile z tego, co się dzieje, dotrze do ludzi poprzez jego książkę. On czuł, że emocji podczas wyprawy jest całe mnóstwo. Nie wszyscy traktowali go jak przyjaciela, był również postrzegany jako wróg. To bardzo trudne dla kogoś, kto podejmuje ryzyko wędrówki, ale jakże oczywiste, gdy pomyślimy o tej tragedii, o tym, jak ona została nagłośniona i jakie żniwo zebrała wśród współuczestników.