No i wreszcie udało się dostać ostatnią z serii książkę Magdaleny Witkiewicz "Szczęście pachnące wanilią". No i wreszcie mogłam się w niej zatopić i poczytać coś, co rozluźnia mnie bez reszty. Przyznam szczerze, że zapał do czytania książek tej autorki mam ogromny, choć wiem, że ta proza nie jest wyszukaną i ambitną propozycją dla intelektualistów. W żadnym razie nie deprecjonuję jej i nie zniechęcam do czytania, bo na mnie działa naprawdę rozluźniająco i z pewnością po kolejną propozycję autorki sięgnę bez zastanowienia.
Tym razem poznajemy losy kilku kobiet, które osnute są wokół pewnej kawiarni. Fabuła jest bardzo zbliżona do książki, którą czytałam ostatnio "Spotkajmy się w kawiarni" Jenny Colgan <klik>, ale Magdalena Witkiewicz cały czas urzeka mnie swoim dowcipem sytuacyjnym i żartami, które z pewnością za jakieś dwadzieścia lat będą niezrozumiałe dla kolejnego pokolenia czytelników, ale na mnie działają bezbłędnie.
Tę książkę czyta się naprawdę jednym tchem. Trochę sprawia wrażenie, jakbyśmy słuchali ploteczek z naszego osiedla, okraszonych ciekawymi dygresjami i pikantnymi szczegółami. Myślę, że dlatego ta proza tak porywa, bo przecież kobiety lubią opowiadać sobie podobne historie. Ta książka jest odpowiedzią na naszą codzienność. A jeszcze do tego kończy się dobrze, więc czego więcej chcieć od takiej lekturki?

Oj, niestety, ale to raczej nie dla mnie. Mam specyficzne poczucie humoru i wątpię, bym to zawarte tutaj zdołała odpowiednio zrozumieć xD Z resztą nie gustuje w tak "spokojnych" książkach ;) Ale okładka jest cudowna :D
OdpowiedzUsuńTak apetycznie napisałaś o tej książce, że aż chce się czytać :)
OdpowiedzUsuńCudowny czas spędziłam z tą książką, właśnie taki odprężający. I chyba o to chodzi, żeby czasami wyluzować i po prostu dobrze się bawić.
OdpowiedzUsuń