Oj trudna to była lektura. Niezwykle długo mi się ją czytało, ale przyznam szczerze, że miałam takie podejrzenia już przed rozpoczęciem przygody z powieścią Sue Monk Kidd "Czarne skrzydła". Znam trochę pióro tej pisarki i nie należy ono do moich ulubionych, ale oczywiście dałam się przekonać przychylnymi recenzjami i otoczką, wokół której książka prezentowała się naprawdę zachęcająco.
Fabuła opisuje losy kobiet, które zmagały się ze swoim losem w Ameryce czasów niewolnictwa i emancypacji kobiet. To historia dwóch bohaterek. Pierwszą z nich jest Sara, córka sędziego, kobieta niesłychanie inteligentna, która ma aspirację, by pójść w ślady ojca, ale niestety nie może, gdyż jest kobietą. Druga z nich to niewolnica, czarnoskóra Hetty, zwana Szelmą, która zostaje podarowana w prezencie urodzinowym Sarze.
Niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych jest niezwykle ciekawym tematem, jeśli chodzi o książki, ale zabrakło mi w powieści płynnej akcji. Zdaję sobie sprawę, że autorka z ogromnym namaszczeniem potraktowała obie kobiety, ich charaktery i sposób myślenia. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, iż ta książka raczej zakrawa na powieść psychologiczną, bardzo skrupulatnie oddającą codzienność i rozległą w czasie przestrzeń akcji. To trudne, by się w tej czasoprzestrzeni i wielowątkowości nie pogubić. Co więcej, niełatwe jest również zachęcanie siebie do tej specyficznej lektury.

Nie żałuję, że dobrnęłam do końca książki. Choć z góry uprzedzam, że nie jest to pozycja na jeden weekend, podejrzewam, że każdemu czytelnikowi zajmie ona trochę więcej czasu niż standardowa lektura. Być może w tym tkwi jej urok, bo w końcu dobrnęłam do końca i jestem naprawdę zadowolona. Spróbujcie zmierzyć się z tą książką, bo to naprawdę coś innego, być może właśnie taka narracja i ta historia przypadnie Wam do gustu.
Tematyka poruszana w tej książce przemawia do mnie, dlatego z pewnością sięgnę po "Czarne skrzydła".
OdpowiedzUsuń